środa, 8 marca 2017

Peeling kwasem glikolowym 40% w domu - efekty po 5 zabiegach.

Ewidentnie słoneczko do nas wraca. To świetna wiadomość, bo myślałam, że nastrój depresyjny już nigdy mnie nie opuści. Z drugiej zaś strony koliduje to trochę z moją filozofią pielęgnacji opartą na kwasach. Tym samym dzisiaj wykonam prawdopodobnie ostatni w tym sezonie peeling kwasem glikolowym (szósty). Temat kwasów w domu to chyba najczęściej poszukiwania fraza na moim blogu, zatem dziś podzielę się z Wami spostrzeżeniami na temat ich wykonywania i spodziewanych efektów. Zapraszam również do przeczytania recenzji "sklepowego" peelingu z 12% kwasem glikolowym, który dla mnie był wstępem do regularnego złuszczania. 



Przygotowanie do zabiegów:

Zanim pomyślimy o samodzielnym wykonywaniu peelingów kwasowych, warto zastanowić się, jakiego rodzaju jest nasza skóra i jak reaguje na poszczególne składniki. Ja należę do grupy szczęśliwców, których mało co podrażnia i wbrew pozorom o ile jakiś drobiazg nie wywoła u mnie alergii w postaci wysypki, tak żadne pieczenie czy łuszczenie mnie nie dotyczy (coraz częściej zastanawiam się, czy nie wykonać u dermatologa peelingu kwasem TCA). Jeśli już wiemy jak potencjalnie może zareagować nasza skóra, to możemy przejść do wyboru stężenia. Przygodę z kwasem zawsze zaczynam od toniku, kremu bądź serum z niskim stężeniem. W przypadku kwasu glikolowego był to sklepowy produkt w postaci gęstego kremu o 12% stężeniu. Przez te kilkanaście tygodni skóra zdążyła się nim nieźle zahartować. Pierwszy peeling jaki wykonałam miał 30%. Potem już poszło…


Przebieg i efekty:

Moim zdaniem jest to najbardziej irytujący kwas. Bez względu na stężenie, tuż po nałożeniu przez pierwsze 2 minuty nie wiem, co się ze mną dzieje. Mam ochotę się drapać, oblać wodą lub po prostu wylecieć w kosmos. Mega dziwne uczucie, które na szczęście szybko mija i już da się jakoś wytrzymać. Później już tylko szczypie, piecze bądź delikatnie mrowi. Za pierwszym razem na mojej twarzy widoczne było dość spore zaczerwienienie, które aktualnie raczej nie występuje (delikatny rumieniec). Nie ma to jednak większego znaczenia, ponieważ i tak dłużej niż 10 minut nie daję rady. Gdy czas dobiega końca, sięgam po zwykłą sodę oczyszczoną i dokonuję nią masażu wraz z wodą. Robię to aż do chwili, gdy skóra przestanie swędzieć. Za domowy neutralizator nie raz służyło mi także poczciwe szare mydło. Kolejny krok to tonizowanie np. wodą różaną, która dodatkowo ukoi podrażnioną skórę. Na koniec wystarczy mi dawka kremu lub olejku i mogę iść w kimę.

Udało mi się ograniczyć ilość niespodzianek. Zdecydowanie rzadziej borykam się ze stanem zapalnym, który przez kilka dni potrafi mi spędzać sen z powiek. Jeśli już się zdarzy, to po peelingu kwasami szybciej całość wychodzi na wierzch, a przebarwienie po nim jest znacznie bledsze.
Pozbyłam się wielu starych przebarwień. Moja cera nie jest już tak bardzo zanieczyszczona jak spustoszona pamiątkami po wielu niedoskonałościach. Peelingi kwasem glikolowym zlikwidowały przynajmniej kilka z nich co od razu spowodowało, że skóra wydaje się czystsza i bardziej zadbana.
Głębokie blizny minimalnie się spłyciły. Ja wiem, że pewne rzeczy będzie mi już ciężko usunąć i chyba bez lasera się nie obejdzie. Pod światło niestety widać wszystko i sama z siebie śmieje się, że wyglądam jakby mi ktoś tłuczkiem do mięsa przywalił po twarzy. Nie mniej jednak na moje oko te dziurki są trochę mniejsze i przy zastosowaniu dobrego makijażu, wiele z nich jest zupełnie niewidoczna.



I na koniec o tym, czego nie udało mi się osiągnąć tym kwasem: ani drgnęły zaskórniki otwarte (czarne kropki).  W przypadku zaskórników zamkniętych, po każdym z wykonanych peelingów skóra samoistnie się oczyszczała i z dnia na dzień stawała się coraz gładsza. Nic jednak nie zapowiadało takiej zmiany na moim nosie i jego okolicach. Tam nadal znajduje się całe mnóstwo czarnych kropek i kratery, zwane rozszerzonymi porami. Z tym będę walczyć 10% kwasem migdałowym, który już do mnie jedzie. Czas pożegnać się z kwasem glikolowym i walczyć z odwiecznym nieprzyjacielem w inny, bezpieczny sposób.

Dajcie znać jak u Was wyglądała jesienna pielęgnacja i co udało się uzyskać. Ktoś kiedyś robił większe stężenia kwasów w domowym zaciszu? 

27 komentarzy:

  1. Ja troszkę się obawiam takich wysokich procentów ;) Póki co używam bardzo delikatnych, kremów z kwasami i serum. Ale moja cera widać o lubi, bo wygląda naprawdę dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że na bloga są poruszane takie tematy. Z kwasami nie miałam do czynienia i w sumie czytam o nich dopiero drugi, albo trzeci raz. Sądzę jednak, że w przyszłości skuszę się na taki zabieg, bo efekty wyglądają zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie radziłabym Ci używać kwasu kiedy buzia Cię mocno piecze, bo dochodzi do zbyt dużej perforacji naskórka. Możesz wtedy zbyt głęboko zadziałać i będziesz miała oparzenia ;)
    Ale jeśli nic Ci nie było to dobrze, natomiast następnym razem bym uważała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej mrowienie niż palenie jak przy oparzeniach. Spokojnie cały czas obserwowałam wyniki w lustrze ;)

      Usuń
    2. ja chodze do kosmetyczki na zabiegi kwasami. wlasnie glikolowym. mam to samo uczucie po nalozeniu kwasu :)

      Usuń
    3. A to chyba, że . Bo jeśli piecze to trzeba od razu zmywać ;)
      Czekam na efekty ;)

      Usuń
  4. Też zastanawiam się czy nie wykonać TCA po wakacjach, na jesieni. W tym roku też stosowalam glikol 30%. Głównie zależy mi na pozbyciu się przebarwień do których moja cera ma ogromną tendencję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się boję tego TCA. Boję się, czy psychicznie będę w stanie znieść widok tej łuszczącej, brązowej skóry..

      Usuń
  5. Ja nie wychodzę powyżej 20% kwasu migdałowego. Ale mam ochotę na złuszczanie większym stężeniem kwasu glikolowego uderzyć w przebarwienie na ramieniu. Potem zastosuję kwas kojowy i arbutynę. Zobaczymy czy co z tego wyniknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory kwas migdałowy stosowałam co najwyżej w 30 % stężeniu. Powiem Ci, że naprawdę jeśli chodzi o przebarwienia jest ogromna różnica po zastosowaniu kwasu glikolowego. Nagle wydaje się, jakby wcale ta moja twarz nie była taka zanieczyszczona.

      Usuń
  6. Ja właśnie używam kwasu migdałowego o stężeniu 10% o ile moja skóra reaguje dobrze i naprawdę dobrze oczyszcza to np u brata mojego już nie. Cała czerwoną buzię miał.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś miałęm robiony ... jdnak czekam na TCA i laser :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze kwasów się boję, ale chyba sięgnę, bo moje przebarwienia bardzo długo schodzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no moje to samo jak odpowiednio nie zadziałam :)

      Usuń
  9. Trochę boję się kwasów i nie wiem, czy bym się odważyła;/
    Masz przepiękny uśmiech:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jedyny kwas jaki kiedykolwiek stosowałam to migdał. Dla mojej delikatnej, suchej skóry wydaje się idealny.

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj, chyba bym się nie odważyła na takie duże stężenie kwasów w domowym zaciszu :P Ale ogólnie to super, że tak dobre efekty przyniosły Ci te zabiegi! Wiem jak upierdliwe potrafią być przebarwienia ...

    OdpowiedzUsuń
  12. ja stosowałam w sumie tylko 3 kwasy. Salicyl po którym przez całą kurację miałam wysypy i łuszczącą się skórę (20%) później azelainowy, ale to ten w tubce acnederm, po nim skóra była wysuszona i w sumie tyle, może za krótko i za mało stosowałam. Na pewno będę go jeszcze próbować. No i teraz migdał (40%) wysyp jest, ale bez tragedii, kilka krostek na krzyż i lekkie suche skórki. Cera się też raczej nie poprawiła i właśnie zastanawiam się czy kwasy są w ogóle dla mnie ;) Twoja buźka wygląda dużo lepiej niż przed kwasami i trochę zazdroszczę, że nie ma u mnie tego efektu :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mam wielkiego doświadczenia z kwasami, jedyny który mam to salicylowy od Oli powyżej :D Ale nigdy nie udało mi się być konsekwentną w stosowaniu takich mazideł :/ Muszę chyba nad tym popracować :D Twój glikolowy zachęca mnie na pewno redukcją przebarwień bo mam sporo alergicznych zmian, które sukcesywnie jak głupia drapię -.- Dobrze wiedzieć że takie stężenie też jest bezpieczne - wezmę sobie to na przyszłość w pamięć bo akurat w tej kwestii zawsze mam wątpliwości :)
    Ps. z tym tłuczkiem to przesadzasz mocno :D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana nie przesadzam, serio jak się tak przyjrzeć pod słońce to dziurka w dziurkę jak odbite tłuczkiem do mięsa, ale jak nie my to kto? Wszystko da się usunąć, wystarczy systematyczność i konsekwencja. :*

      Usuń
  14. Muszę spróbować kwasów w warunkach domowych. U mnie zamiast glikolowego sprawdzi się chyba tylko migdał - mam naczynkową skórę. No i jest to kwas całoroczny:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja na razie byłam na kwasach u kosmetyczki, ale sezon się kończy, więc będe miała robioną tylko mikrodermabrazję.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wiem ale słowo kwas mnie przeraża. Troszkę bym się bała go zastosować bez kogoś doświadczonego przy sobie.
    Świetny blog obseruje

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie robiłam nigdy kwasów w domowym zaciszu, ale planuję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Długo nie mogłam się przekonać do zabiegów kwasowych, jednak odkąd spróbowałam peelingów kwasem azelainowym to naprawdę nie żałuję, widzę znaczą poprawę mojej cery :) oczywiście do ideału wciąż daleko, ale światełko w tunelu się pojawiło :)

    OdpowiedzUsuń

Lubię długie komentarze - jeśli masz ochotę mi o czymś opowiedzieć, to wal śmiało - zawsze odpisuję i zaglądam również do Ciebie :)