niedziela, 20 listopada 2016

Maski węglowe Bielenda CARBO DETOX - maski oczyszczające z chlorellą i czerwonym winogronem.

Korzystając z okazji, że w Rossmanie były duże promocje na maseczki, bez zastanowienia wrzuciłam do koszyka dwie z nich. Cena śmieszna, bo 1,75 zł za sztukę, zatem jeśli się nie sprawdzą, to nie będzie wielkiej straty. Nie dopatrzyłam się jednak żadnej do cery tłustej i mieszanej, zatem padło na tę dla cery dojrzałej a drugą do suchej i wrażliwej. Najbardziej zainteresowała mnie, w której znajdziemy popularną algę zwaną także superfoods, czyli chlorellę. Jesteście ciekawe jak się sprawdziły i czy warto w przyszłości po nie sięgnąć?




Oczyszczająca maska węglowa do cery dojrzałej { aktywny węgiel, czerwone winogrona } 

Opakowanie 8 g zdecydowanie nadaje się tylko na jeden raz. Maska jest dość rzadka i bardzo dobrze rozprowadza się na twarzy. Ma przyjemny, nienachalny zapach. Co ciekawe, już po 10 minutach nadaje się do zmycia. Ze względu na to, że jest czarna i trochę brudząca, ja pomagam sobie rękawiczką do demakijażu lub ściereczką z mikrofibry, w zależności co akurat mam pod ręką. Po zmyciu produktu skóra jest miękka, odświeżona i przede wszystkim nie przesuszona. Co ważne, na drugi dzień nie występuje nalot niespodzianek, co bardzo często zdarzało mi się, gdy robiłam mocno oczyszczające maski. Z jednej strony to dobrze, bo oznacza, że skóra się oczyszcza, ale wyglądać gorzej na drugi dzień nie chce chyba nikt. Maska była przyjemna, ale nie było to oczyszczanie na takim poziomie, do którego jestem przyzwyczajona. Skóra była miękka i przyjemna w dotyku, ale pory nie zwężyły się ani nie odczułam jakiegoś specjalnego oczyszczenia, raczej tak jak wspomniałam, odświeżenie.


Maska węglowa do cery suchej i wrażliwej { aktywny węgiel, alga chlorella }

Podobnie jak poprzedniczka, nadaje się tylko na jednorazowe użycie i ma właściwie  bardzo podobny zapach. Skład produktu także niewiele się różni. Różnica polega  tylko na tym, że w miejscu gdzie znajduje się ekstrakt z czerwonych winogron w tej masce mamy chlorellę. Reszta jest dosłownie identyczna. Zauważyłam natomiast różnicę w działaniu. Wersja do cery suchej zdecydowanie lepiej oczyszcza jednocześnie nie przesuszając delikatnej skóry. Zmywa się ją identycznie i bezproblemowo przy użyciu rękawiczki. Bardzo ładnie zwężyła mi pory i wyrównała koloryt skóry.  Pomimo, że maska nie ma supernaturalnego składu uważam, że warto po nią sięgnąć, jeśli nasz budżet jest ograniczony, bowiem na początku składu znajdziemy wszystko to, co wymienia producent jako składniki aktywne. Później zaczyna się nie ciekawie choćby przez propylene glycol czy DMDM Hydratoin no i parabeny. Nie oszukujmy się - cena często idzie w parze z jakością stosowanych półproduktów. Jeżeli byłaby to naturalna maska z pewnością kosztowałaby 6-10 zł a nie 1,75 zł.


Dajcie znać jeśli stosowałyście którąś z tych masek lub polecacie inne, niedrogie maski oczyszczające. Miłej niedzieli
J. ;*

5 komentarzy:

  1. Nie stosowałam żadnej z tych masek ale myślę że jest tylko kwestią czasu aż się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. tak myślałam, że ta druga będzie lepsza! Jestem ciekawa masek z węglem, ale chyba wolę kupić go w aptece i zmieszać własną :) trochę więcej babrania, ale chyba wyjdzie taniej :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam wersję 'niebieską' - po pierwszym użyciu wydała się całkiem przyjemna :) Teraz będę polować na wersję z glinką zieloną :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam takie zapasy maseczek, że nieprędko kupię coś nowego, nie wiem jednak, czy gdzieś mi się nie poniewiera jedna z tych właśnie maseczek. DMDM hydantoin bardzo często można znaleźć w produktach tej marki. Niestety :(

    OdpowiedzUsuń
  5. To teraz już wiem, czemu ostatnio na Instagramie tyle czarnych twarzy widziałam :)
    Wszystko przez promocję na maseczki Bielendy :)

    OdpowiedzUsuń

Lubię długie komentarze - jeśli masz ochotę mi o czymś opowiedzieć, to wal śmiało - zawsze odpisuję i zaglądam również do Ciebie :)