wtorek, 4 października 2016

Czy bardzo drogi fryzjer to gwarancja idealnej fryzury? Kilka słów na temat moich doświadczeń z mistrzami fryzjerstwa i koloryzacją w ekskluzywnym salonie.

Pamiętam jeszcze czasy, gdy strzyżenie długich włosów kosztowało 20 zł. Z tęsknotą wspominam sytuację, gdy przychodziło się do fryzjera i na 90%  zostało się obsłużonym od razu lub Pani poprosiła o chwilę cierpliwości. W tej chwili, jeżeli nie umówimy się co najmniej kilka dni wcześniej, nie ma szans, by w cywilizowanych warunkach ( bo nie mówię tutaj o komunistycznych zakładach fryzjerskich) podciąć chociaż końcówki. Farbowanie włosów u fryzjera zawsze było dla mnie swoistym rodzajem luksusu. Niejednokrotnie podpytywałam, jakby to było, gdybym zdecydowała się na profesjonalną koloryzację, ale zawsze słyszałam " no, u Pani to długie włosy, oj długie a jakie grube, to dużo farby by poszło". Po tego typu tekstach spodziewałam się, że mogłabym upaść na zawał, gdyby fryzjerka zdradziła mi cenę takowego zabiegu. Z tego też powodu koloryzację zawsze wykonywałam sama i zazwyczaj byłam bardzo zadowolona. Kto mnie zna, ten wie, że od wielu lat noszę rudości we wszystkich możliwych odcieniach. Swoją drogą będąc nastolatką i nie mając własnych pieniędzy ani hojnego kieszonkowego od rodziców, nawet do głowy mi nie przyszło zapłacić u fryzjera więcej niż 20 zł. Kilka lat później, gdy już byłam sama sobie sterem, żeglarzem i okrętem zaczęłam bliżej interesować się profesjonalną stylizacją fryzury. Wymarzyłam sobie wielką metamorfozę. Jednym słowem - zapłacę kupę forsy, ale wyjdę szczęśliwa i dumna z tego, jak wyglądam. Jak rzeczywiście było? Jeżeli czasem zastanawiacie się jak wygląda strzyżenie za 100 zł albo farbowanie za 300 to zapraszam na dzisiejszego posta ;-) 




Mistrz fryzjerstwa...
Otwieram przeglądarkę i wpisuję " najlepszy fryzjer w Katowicach". Tak, mieszkam w samym centrum dużego miasta i w dodatku chcę pójść do kogoś drogiego, ekskluzywnego, profesjonalnego. No i udało się, wujek G. podpowiedział mi jeden salon, w którym wg cennika, mistrz fryzjerstwa bierze 20% więcej za każdą usługę niż normalny pracownik. Na stronie salonu można znaleźć mnóstwo zdjęć z pokazów mody, w którym  pracownicy salonu brali udział, opisy poszczególnych stylistów i.. cennik. Strzyżenie długich włosów przez Panią Mistrz 100 zł. Okej, kupa kasy, ale spróbujmy. W końcu musi być naprawdę zdolną fryzjerką, skoro udało jej się uzyskać takie wyróżnienie. 

Jak wygląda wizyta: Przychodzę. Na wejściu wszyscy w salonie kłaniają mi się w pas i uśmiechają od ucha do ucha. Zostaję zaproszona na kanapę  a Pani  z recepcji pyta czego się napiję. Lada chwila nadchodzi moja Pani Mistrz i przedstawia się z imienia informując mnie, że dzisiaj z przyjemnością zajmie się moją fryzurą. Zasiadam na fotelu i rozpoczynamy niezręczny moment gapienia się na mnie. Mówię, jakie mam włosy, czego nie lubię i co się u mnie nie sprawdza, jaki efekt chcę osiągnąć, po czym słyszę " aaa to tylko pobrudzę sobie nożyczki, rozumiem". Pomyślałam, o kurwa, robi się ciekawie. No i Pani Mistrz zaczyna zabawę...Zaprowadzona grzecznie do myjki, gdzie przeżywam 10 min relaksu (ale naprawdę to był  relaks a nie szarpanie i szorowanie głowy jakbym co najmniej miała stado insektów), następnie bawi się nożyczkami, obracając je zgrabnie w ręce, co chwila wtrącając " małą" reklamę produktów kosmetycznych, które oczywiście mogę zakupić w jej salonie. Pewnie zastanawiacie się, jaki jest efekt końcowy. No cóż, efekt jest taki, że ABSOLUTNIE nikt nie zauważył, że byłam u fryzjera. Ba, nawet ja z trudem zauważałam różnicę. Rzeczywiście Pani pobrudziła sobie tylko nożyczki i wzięła za to 100 zł. Rozwalają mnie te skrajności - albo obetną Ci połowę głowy albo nie zrobią dosłownie nic ( efekt zależny od tego ile zapłacisz). Jak się domyślacie, więcej tam nie wróciłam a włosy nawet nie zostały specjalnie odświeżone.

Ekskluzywne STUDIO FRYZUR  w centrum miasta...
Drugim jakże genialnym salonem, który odwiedziłam było pewne Studio Fryzur. Mieści się w samiutkim centrum Katowic i na wizytę czekałam dosłownie tydzień. Tam postanowiłam nie tylko postawić na strzyżenie, ale przede wszystkim farbowanie. Wymarzyłam sobie, że w końcu skończę z wizerunkiem rudowłosej dziewczyny i może poeksperymentuję trochę z blondem. Na początku zdecydowałam się na ombre/sombre/flamboyage. Jednym słowem zamysł był taki, że fryzjer idealnie dopasuje kolor do mojego naturalnego odcienia ( przyszłam z odrostem 3cm) a od połowy ucha rozjaśni moje włosy do lekko ciepłego odcienia blondu, który naturalnie rozjaśni moją twarz i sprawi, że będę wyglądała świeżo. Pokazałam kilka fotografii, których efekt by mnie usatysfakcjonował oraz przykładowe obrazki tego, czego mieć nie chcę. 

Jak wygląda wizyta: Obsługa klienta wygląda bardzo podobnie jak w salonie nr 1. Pani Fryzjer zaprosiła mnie do specjalnie wyznaczonego miejsca, w którym będziemy omawiały koloryzację. Pokazała paletę, zaproponowała odcienie operując jakimiś niezrozumiałymi nazwami, po czym przystąpiła do zabiegu. Ogólnie rzecz biorąc była jedyną miłą osobą w tym salonie, zatem jak dla mnie, cała wizyta przebiegała w miłej atmosferze. Już na początku moją uwagę przykuł fakt, że pani Fryzjer co chwila, jak Was nie skłamię chyba 3x dorabiała farbę. Dokładnie mówiąc to nawet nie ona, a wyznaczona do tego pomocnica( jak twierdziła, nie są to uczennice). Moja pytająca mina, dlaczego nie zrobi tej farby na raz, tylko co chwila dorabia miseczkę, skłoniła fryzjerkę do wyjaśnień, że woli zrobić mniej i dorobić niż później wyrzucać. Dziwne, ale okej..Sama technika aplikacji farby była naprawdę interesująca, co spowodowało, że ostateczne rzekome ombre nie wyglądało jak odcięte od linijki. No i po niemal 3 godzinach spędzonych w salonie, który obfitował w same przyjemności nastąpił czas na strzyżenie i suszenie włosów. Za oknem upał jak diabli, słońce świeci, ale w salonie na szczęście sprawnie działająca klimatyzacja i rażące oświetlenie jak w sklepie, w którym pracuję, więc co do zasady, byłam w swoim naturalnym środowisku. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że przez następny miesiąc musiałam notorycznie oglądać swoje włosy w takim oto oświetleniu. Strzyżenie okazało się całkiem niezłe, znowu Pani zastosowała innowacyjną technikę, z której akurat jestem zadowolona. Jeżeli mówi Wam coś cieniowanie od wewnątrz lub na 3 koła to będziecie wiedziały o co chodzi. No i moment kulminacyjny.. suszenie. O ja pierdole.. wybaczcie, ale nie da się tego inaczej opowiedzieć. Moim oczom zaczęły ukazywać się żółte jak diabli, z jasnymi pasemkami włosy, które mniej więcej 5-6 cm od przedziałka zmieniały się w jasny-średni brąz. Mój naturalny odcień,z którym przyszłam to przypomnę mysi blond ze złotym refleksem. Moja mina zdumienia i niezadowolenia przerosła nawet fryzjerkę. Zaczęła tłumaczyć się, że to wina oświetlenia albo że to szok dla mnie, bo to przecież ogromna zmiana. Prawda jest taka, że żadną ogromną zmianą to nie było i bardzo podobnie wyglądają moje włosy po 2 miesiącach ostrego słońca i bez farbowania, tyle tylko że odrost lepiej się prezentuje! Powiedziałam, że muszę się zastanowić, że nie umiem teraz wyrazić zadowolenia, bo nie wiem, jak będę czuła się w tym kolorze za parę dni. Poza tym spieszę się, bo mój brat jest w szpitalu, a nie spodziewałam się, że 3h spędzę u fryzjera. 


Wyszłam  i poleciałam załatwiać swoje sprawy. Ułożyła i wypielęgnowała mi te włosy na tyle, że jakoś to wyglądało, choć były suche jak diabli. Gdy na następny dzień sama umyłam i ułożyłam włosy byłam w ciężkim szoku. Istna tragedia. Wyglądałam jak te kobiety, co same rozjaśniają włosy, a potem przez 2 miesiące chodzą z czarnymi jak smoła odrostami. Zazwyczaj chodzę w 3 kolorach: czarny, biały i czerwony. Boże, jak ja źle wyglądałam w wszystkich tych barwach...To samo tyczyło się makijażu. No nic, absolutnie nic tutaj nie współgrało. Ciekawa byłam, czy to tylko moje subiektywne odczucia i może za bardzo dramatyzuję, więc poczekałam na reakcję otoczenia. Po pierwsze, mało kto myślał, że farbowałam włosy, a zwłaszcza ci co mnie dawno nie widzieli, myśleli, że to efekt letniego zaniedbania. Tych, których uświadomiłam, że tak, oczywiście, że farbowałam  a nawet jest to blond robili minę konsternacji. Co odważniejsi, zwłaszcza faceci pytali: Justa, co Ci się stało w głowę? Wisienką na torcie okazała się rodzina, która zawsze szczerze wyraża swoje zdanie na temat mojej fryzury i zarówno brat cioteczny jak i ciotka na początku stwierdzili, że w ogóle mnie nie poznali i że absolutnie nie pasuje mi ten kolor, co ja sobie zrobiłam? To nie ja. Miałam dość i pomimo wydania prawie 400 zł na partackiego fryzjera poszłam do Rossmana i kupiłam swoją ulubioną farbę za 9,90 zł. Od kilku dni wreszcie czuje się dobrze w swojej fryzurze. Co prawda nie jest jeszcze idealnie, bo nadal prześwitują te jasne refleksy, ale przynajmniej kolor, tonacja, dosłownie wszystko współgra z moją urodą. Miałam tam pójść i powiedzieć tej babie, żeby się w głowę następnym razem uderzyła, zanim wypuści kogoś z salonu w takim stanie, ale też pracuję w klientami i zwyczajnie dałam sobie spokój. Paragon zostawiłam na pamiątkę, gdybym przypadkiem znowu wpadła na genialny pomysł zmiany koloru włosów.

PS. na niektórych zdjęciach, gdzie włosy wyglądają ciut lepiej, to zasługa mojej desperackiej próby ochłodzenia koloru platynową szamponetką i fioletową odżywką rozjaśniającą. Jednak koszt zniszczenia moich włosów nie był wart i tak marnych efektów, jakie osiągnęłam. Post ku przestrodze. Celowo nie podaję adesów salonów, z których korzystałam. Zdjęć aktualnego koloru włosów wrzucę następnym razem, gdy doprowadzę je do ładu i składu.

Dajcie znać co tym wszystkim myślicie... 

1 komentarz:

  1. 400 zł za taki efekt to chyba by mnie szlag trafił ja bym nie wyszła chyba z salonu z kurczakiem na głowie. Choc raz miałam podobna historie ale wtedy świeżo upieczona studentka w nowym dużym miescie poszłam na pasemka a włosy
    Miałam prawie do pasa. Kobieta mi wyciągała te włosy szydełkiem przez czepek. Wyrwała mi polowe włosów druga połowa przy skorze głowy w ogole nue była zafarbowana wiec na go widzenia wyszłam z pasemkami od razu z kilku cm odrostami nigdy wiecej. Teraz farbuje sama w domu i niestety zdarza mi sie kurczak na głowie ale to przez to ze zamiast używać sprawdzonej farby kupuje tez inne z babskiej ciekawości

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś. Chętnie zajrzę i do Ciebie ;-)