sobota, 3 września 2016

SKIN 79 KREM BB ORANGE - KREM BB O ŻÓŁTYCH TONACH PRZED / PO

Jakiś czas temu zaopatrzyłam się w kilka testerów różnych kremów BB. W innych postach przedstawiałam Wam rezultaty MISSHA PERFECT COVER i MISSHA SIGNATURE BB CREAM. Dzisiaj postanowiłam podzielić się swoją opinią na temat bestsellerowego kremu BB Skin 79 Blemish Balm SPF 50+ PA+++. Jest to jeden z niewielu "zółtych" kremów, które powinny dopasować się do ciepłej, jasnej karnacji. Skupię się przede wszystkim właśnie na kolorze, poziomie krycia i aplikacji. Jak zwykle na dowód przedstawiam swoje oblicze.



-----KOLORYSTYKA -----
Krem BB Skin 79 Orange na pierwszy rzut oka, wydaje się bardziej beżowy niż żółty. Jednak z upływem czasu zarówno na dłoni jak i twarzy trochę ciemnieje, nabierając koloru lekkiej szarości z ciepłymi tonami. Trudno jednoznacznie określić kolorystykę tego kremu, nie mniej jednak w porównaniu do innych, znanych mi azjatyckich BB, jest zdecydowanie najbardziej pozbawiony różowych odcieni, które bardzo źle wyglądają na ciepłej karnacji ( efektu pt:" jesteś chora?").  Co więcej,  odcień kremu wcale nie jest taki jasny jak słyszałam i dla prawdziwych bladziochów nie będzie to żadna rewelacja. Ucieszą się natomiast osoby, które nie są zbytnio opalone ani blade. Polecam ten kolor dla wszystkich średniaków. Dla porównania - u mnie najlepiej pasuje odcień golden light z podkłdów mineralnych AM i ten kolor jest do niego nieco zbliżony. 


-----  KONSYSTENCJA I POZIOM KRYCIA -----
Nakładany palcami kryje kiepsko, natomiast przy użyciu pędzla typu flap top i metody stempelkowania, z powodzeniem kamufluje drobne niedoskonałości i przebarwienia. Zatem jeśli rano macie niewiele czasu, a w mieszkaniu jest ciemno, zapewniam Was - można wyjść do ludzi!. Jeśli chodzi o konsystencję, to jestem miło zaskoczona, bo nie jest to jak w przypadku Skin 79 Pink gęsta papka, którą nakłada się na twarz jak masło do ciała. Jest to po prostu dość gęsty krem, który bardzo łatwo się rozprowadza, zostawiając po sobie rozświetlającą warstwę. Czytałam tu i ówdzie, że strasznie się świeci, a u mnie efekt jest kompletnie odwrotny - cera jest zmatowiona, ale w taki zdrowy, naturalny sposób ze świeżym połyskiem. Bardzo podoba mi się ten efekt zwłaszcza, że odwraca uwagę o blizn, przebarwień i niedoskonałości. Trochę słabo maskuje rozszerzone pory, co widać zwłaszcza w okolicach nosa. Co zrobić, nie można mieć wszystkiego. Chciałabym jeszcze dodać, że bogata, a zarazem lekka konsystencja u mnie pełni funkcję nawilżającą po wieczornej pielęgnacji kwasowej.


Podsumowując, nie żałuję, że zamówiłam próbkę tego koreańskiego BB. Zachwyty w blogosferze są jak najbardziej uzasadnione. Pewnie zdajecie sobie sprawę, że jeszcze lepsze efekty przyniesie na idealnej skórze pozbawionej niedoskonałości. Ja jestem zachwycona przede wszystkim rozświetlaniem, żółtymi tonami ( choć mogłoby być jeszcze lepiej!) oraz niezłym kryciem. Za 7 g kremu na stronie SKIN 79 zapłaciłam 21,90 zł. Ta niepozorna tubka spokojnie posłuży mi jeszcze na kilkanaście aplikacji. Warto wydać 20 zł i być może miło się zaskoczyć, niż od razu  100 i mocno się rozczarować. W międzyczasie testowałam także próbki Skin 79 Vip Gold, ale niestety tylko w jednorazowym papierku i z tego co pamiętam, także bardzo mnie zainteresował, lecz jedna jaskółka wiosny nie czyni. 

Kochane, dajcie znać jaki polecacie podkład/ minerały/ krem BB o żółtych tonach ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że jesteś. Chętnie zajrzę i do Ciebie ;-)