poniedziałek, 22 lutego 2016

Cała prawda o oliwkowej wodzie odświeżającej z witaminą C - Ziaja, liście zielonej oliwki.

Robiłam ostatnio konkretne zamówienie z Biochemii Urody i w ferworze zakupów zapomniałam, że przecież nie mam żadnej butelki z atomizerem. Jak pewnie wiecie hydrolaty pakowane są w opakowaniu z dozownikiem na wacik, więc lipa! Zrobiłam mały rekonesans po Naturze, Rossmanie i kilku innych drogeriach. Na próżno - pusta buteleczka z atomizerem nie istnieje. Nie wspomnę już o tym, że jeśli znalazłam już coś takiego, to kosztowało miliony monet. No i wtedy wpadłam na pomysł, żeby kupić wodę tonizującą z witaminą C marki Ziaja. Była tania, bo kosztowała poniżej 8 zł, więc pomyślałam, że jeśli mi się nie spodoba lub będzie na mnie szkodliwie działać to po prostu ją wyleje, a idealne opakowanie już będzie w moich rękach. Co się jednak potem okazało, ten płyn to...


Standardowo zacznę od tego, co dla mnie najistotniejsze, czyli skład. Wiadomo, że firma Ziaja nie robi szczególnie naturalnych składów i wiele substancji mogłoby zwyczajnie nie być, to znaczy zostać zastąpione bardziej naturalnymi. Na pierwszym miejscu jest oczywiście woda, potem glikol propylenowy, tak bardzo kontrowersyjny chemiczny nawilżacz. Z tego co wyczytałam, jest on szkodliwy, rakotwórczy, toksyczny i w dodatku powoduje starzenie skóry w DUŻYCH ilościach. Drugie miejsce w składzie można w zasadzie nazwać dużą ilością, ale z drugiej strony, gdyby tak było to czy zostałby dopuszczony do  użytku?  Z kolei Dr Henryk Różański twierdzi, że glikol propylenowy szkodzi oczom, powoduje często szczypanie, opuchnięcie czy nawet zapalenie spojówek. Głównie wszelkie źródła donoszą, jakoby glikol propylenowy był najbardziej szkodliwy dla cer naczynkowych i wrażliwych. Dalej na szczęście w składzie jest Panthenol, czyli substancja nawilżająca będąca prekursorem witaminy B5. Gliceryna to kolejny newralgiczny składnik, który z jednej strony świetnie nawilża, z drugiej zaś wiele osób skarży się na jej działanie komedogenne. Polysorbate 20 to emulgator poprawiający konsystencję kosmetyku, nie wykazuje działania rakotwórczego ani mutagennego. Wreszcie doczekaliśmy się w składzie czegoś, co choćby nawiązuje do całej nazwy serii, czyli ekstrakt z liści oliwek. Działa przeciwzapalnie, przeciwpodrażnieniowo, zwalcza wolne rodniki. Wzmacnia bariery naskórkowe, doskonale zmiękcza i wygładza skórę. Lecytyna wpływa na poprawę stopnia nawilżenia skóry  oraz pełni funkcję emulgatora. Z tego co wyczytałam, nie zagraża naszemu zdrowiu. Następnie w składzie znajdziemy dwa przeciwutleniacze, różne postacie witaminy C, które jak wiadomo mają rozjaśniać i poprawiać koloryt skóry, a także walczyć z oznakami starzenia. Trochę dobrego w środku, więc teraz czas na kolejne zło - DMDM Hydratoin. Konserwant, który dopuszczony jest do stosowania maksymalnego w 0,01%. Niezłe rakotwórcze świństwo, które zaburza pracę gruczołów łojowych i negatywnie wpływa na pracę hormonów. Dalej jest już tylko konserwant, perfumy, substancje zapachowe 4x, regulator pH. I to już koniec - lekko przerażone, ile można napchać świństwa do zwykłej wody odświeżającej?



DZIAŁANIE

Ładnie scala podkład mineralny na twarzy, ale pewnie tak samo byłoby gdybym spryskała twarz zwykłą wodą. To za mało aby powiedzieć, że to dobry produkt. Najgorsze co zaobserwowałam to fakt, że bolą mnie po nim oczy. Nawet teraz, pisząc tego posta specjalnie delikatnie spryskałam twarz i po chwili czuję, że puchną mi powieki a skóra zaczyna być coraz bardziej gorąca. Moim zdaniem to żaden konkretny kosmetyk, który mógłby rozświetlić i odświeżyć skórę, a zwykła woda napchana chemią. Tak jak początkowo zakładałam - będę miała fajne opakowanie na mój hydrolat a to wylewam do zlewu. Nic nie mam do firmy Ziaja, choć najczęściej mi do nich nie po drodze, kolejny raz...

Znacie tę wodę? Co o tym wszystkim myślicie?
Pozdrawiam
Justyna ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że jesteś. Chętnie zajrzę i do Ciebie ;-)