wtorek, 18 sierpnia 2015

Matowa skóra za 15 złotych? | Transparentny puder matujący w kompakcie Essence All about matt!

Upały są trudne, szczególnie dla osób, które mają problem z nadmiernym wydzielaniem sebum. Ba, nawet Ci, którzy ich nie mają, potrafią nieźle "zabłysnąć".  W moim przypadku przez ostatnie 2 tygodnie, zanim udało mi się opuścić mieszkanie i w ogóle dokończyć makijaż, moja buzia była lepka i świecąca. Z tego też powodu, ja, wróg wszelkiej maści pudrów, postanowiłam się w niego zaopatrzyć, by opanować nieznośny błysk. Dlaczego nie stosuję pudrów? Powodem jest fakt, że od ponad 2 lat używałam sypkich podkładów mineralnych i w zasadzie dzięki nim, jak do tej pory nie potrzebowałam dodatkowych okruszków na twarzy. Jak to jednak bywa, cera przyzwyczaja się i czas na zmiany. Niestety nie znalazłam (na razie) odpowiedniej alternatywy dla AM,  zatem wróciłam do płynnego make-upu, w dodatku rozświetlającego. W tej kombinacji puder matujący to już mus. Nie chciałam wydawać kupę kasy na coś, co może wcale nie polubię, więc postawiłam na taniochę od Essence. Chcecie wiedzieć jak sprawdza się u kogoś kto naprawdę się "tłuści"? 


Puder transparentny Essence all about matt!  kupiłam w wersji kompaktowej,  łatwo przenośnej, w solidnym, wytrzymałym opakowaniu. W miarę możliwości napisy nie ścierają się - ogromny plus. Nie lubię gdy wyciągam przy ludziach  kosmetyk, który wygląda, jakby miał co najmniej 10 lat. Zatrzask jest porządny, nie otwiera się w torebce,co sprawia, że nigdzie nic się nie osypuje i nie brudzi.  Jeśli chodzi o konsystencję jest bardzo pudrowa, trzeba uważać, ile nakładamy na pędzel, ponieważ możemy sobie troszkę pobielić buzię. Żeby nie narzekać, że to coś złego i w ogóle produkt jest be, polecam przeczytać sobie posta Avidy, w którym wyjaśnia jaki puder wybrać i jaka jest różnica miedzy pudrem w kamieniu a tym w sypkiej postaci. Po prostu puder w kamieniu nie nadaje się do pernamentnego zmatowienia skóry tak dokładnie jakbyśmy tego chciały, lepiej w tym celu skorzystać z sypkiej wersji, natomiast w ciągu dnia poprawek pudrem w kamieniu.

ZALETY PRODUKTU:


- naprawdę długotrwale matuje moją skórę. Używam go przed wyjściem do pracy, po 6- 7 godzinach przypudruję się delikatnie i znowu starcza na kolejne 6h. Także do 21 daje radę, choć pod koniec dnia jest już gorzej, ale znośnie to wygląda.

- nie zmienia koloru podkładu, jeśli jest właściwie nałożony. Z racji swojej transparentności nie ingeruje w kolorystykę mojego podkładu. Problem zaczyna się w momencie, gdy trochę przesadzę i staram się jak najwięcej nawalić na brodę produktu - nie polecam, bo wygląda to śmiesznie, taka nieciekawa poświata na buzi.

- solidne opakowanie, którego nie powstydzisz się wyciągnąć przy ludziach. Jak już pisałam powyżej, opakowanie jest naprawdę dobre, czego nie można powiedzieć o produktach marki KOBO. Mój bronzer i rozświetlacz wyglądają jak po wojnie, oba opakowania są doszczętnie rozsypane. Także polecam w ekstremalnych warunkach, gdy macie zwyczaj rzucania torebką - jak ja:D

- cena i dostępność. Widziałam go w Hebe, SuperPharm czy Naturze. Cena około 15 złotych. Myślę, że jak za 8g słoiczek to jak najbardziej przystępna cena.

WADY PRODUKTU:

- jak już pisałam, jest w kamyku, więc może bielić i z pewnością nie zapewni nam takiego super hiper mega sztucznego matu jak pudry sypkie.

- suche skórki, jeśli przesadzimy z ilością. Niestety, bez kremu nawilżającego się nie obejdzie. Z resztą chyba w każdym pudrze istnieje taka możliwość, że przesuszy nam skórę, jeśli ma za zadanie porządnie zmatowić twarz.



Podsumowując, uważam, że puder transparentny od Essence to fantastyczny produkt, którego chętnie używam każdego dnia. Nie widzę sensu wydawania więcej pieniędzy na produkt, który będzie działał identycznie. Jeśli ktoś ma tłustą skórę, to choćby się waliło i paliło to i tak po kilku godzinach na jego twarzy podkład zacznie emulgować, co poskutkuje nadmiernym błyszczeniem. Taka już nasza uroda, więc po co przepłacać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Lubię długie komentarze - jeśli masz ochotę mi o czymś opowiedzieć, to wal śmiało - zawsze odpisuję i zaglądam również do Ciebie :)