piątek, 7 listopada 2014

Podsumowanie kuracji kwasem migdałowym - rezultaty na skórze trądzikowej. { dużo zdjęć }


Od kilku tygodni regularnie wykonywałam peeling kwasem migdałowym. Ostateczne stężenie wyniosło 30 %. Zaczęłam oczywiście od 5 % toniku, o którym kiedyś już pisałam. Pewnie dalej wykonywałabym te zabiegi ze względu na wysoką skuteczność, ale mam w zapasach kilka innych, ciekawych substancji. Żeby długo nie trzymać Was w niepewności powiem, że następnym kwasem jest glikol, którego zaczęłam używać. Oto krótkie podsumowanie całej kuracji oraz plusy i minusy tego zabiegu.


Kwas migdałowy to α-hydroksykwas otrzymywany przez hydrolizę wyciągu z gorzkich migdałów. Poprawia kondycje skóry. Skóra sucha i szorstka staje się lepiej nawilżona, bardziej miękka poprawia się jej koloryt. Tłusta z rozszerzonymi porami, często także z bliznami potrądzikowymi nabiera delikatności, spłycają się blizny.

W stężeniu do 10% kwas migdałowy ma bardzo efektowne działanie nawilżające, niewidoczne dla oka działanie złuszczające na powierzchowną warstwę rogową naskórka, oraz wspomaga odnowę i regenerację skóry właściwej poprzez pobudzenie aktywności fibroblastów.

Wyższe stężenie 20% - 35% oprócz działania nawilżającego i oczyszczającego skórę (np. trądzikową) dają efekt powierzchownego peelingu.
info ze strony zrobsobiekrem.pl

Powyżej zamieściłam krótkie przypomnienie, czym charakteryzuje się kwas migdałowy. Teraz czas na moje osobiste spostrzeżenia. Szczerze nie spodziewałam się spektakularnych efektów. Nie dość, że moja skóra przeszła mnóstwo kuracji antybiotykowych i retinoidów, to jeszcze jest mocno uwrażliwiona i gruba. Mało co robi na niej wrażenie. Co ciekawe, dzięki przygodzie z kwasem migdałowym przekonałam się, jak wielki problem stanowią u mnie zaskórniki. Cały czas mówiłam, że ich nie mam, a gdy się bliżej przyjrzeć, to czarna kropka na kropce. Nos i skrzydełka, broda, czoło. Wszędzie skrywało się mnóstwo niedoskonałości. Logika podpowiada, że skoro pod skórą coś zalega, to siłą rzeczy musi znaleźć sobie ujście. Tak też u mnie było, tylko powoli i regularnie. Po peelingach z kwasem migdałowym, ten proces znacznie się przyspieszył i...


Zaskórniki zaczęły wychodzić jak szalone. Wszystkie czarne kropki w okolicach nosa i na czole opuszczały moją skórę. Z peelingu na peeling działo się to coraz sprawniej, że właściwie codziennie widziałam drobne efekty. Niestety nie jest to jeszcze idealny stan, ponieważ pory są mocno rozszerzone i a skóra nadal się przetłuszcza. Plusem jest jednak fakt, że łojotok nieco się zmniejszył i już nie świecę się jak psu jajca.  Minusem całej sytuacji jest potrzeba uzbrojenia się w cierpliwość. Strasznie kusi aby temu wszystkiemu dopomóc i trochę poskubać. Przyznaję się bez bicia, że sama uległam i przez tydzień gorzko żałowałam. Nie polecam wyciskania.


Z policzkami i brodą jest nieco trudniej, ponieważ tam problem jest największy. Zwróćcie uwagę na to, że zniknęło mnóstwo niedoskonałości. Na aktualnym zdjęciu mam tylko przebarwienia.Niestety, cudów nie ma. Do wszystkiego trzeba dojść. Na brodzie udało mi się pozbyć niespodzianek, ale ropne zmiany nadal wyskakują, na szczęście w zdecydowanie mniejszych ilościach.


5 % tonik - u Italiany
10 % peeling - u Italiany
20 % i 30 % peeling - U Kascysko 

Podsumowując, kwas migdałowy okazał się znakomitym narzędziem do pozbycia się zaskórników. Polecam każdemu, kto boryka się z tym problemem. Ja popróbuję czegoś jeszcze.... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że jesteś. Chętnie zajrzę i do Ciebie ;-)