poniedziałek, 20 października 2014

Zapychanie porów i wysyp a naturalny proces oczyszczania się skóry | Kwasy to nie tylko przyjemne efekty.

Nasza skóra żyje swoim życiem. Zdrowa skóra żyje sobie 27- 28 dni a następnie traci swój żywy charakter, złuszcza się i obumiera. W przypadku osób z łuszczycą i tym podobnymi zmianami chorobowymi ten proces jest znacznie krótszy, a w tej, która ma już swoje lata, dużo dłuższy. Tak sobie chodzę na te zajęcia kosmetyczne i zaczynam dochodzić do pewnych wniosków. Czasem czysta teoria jest ważniejsza, niż sam świadomy dobór naturalnego produktu. Od miesiąca stosuję peelingi kwasowe, wcześniej przez 2 tygodnie używałam 5 % toniku, aby przygotować skórę. I właśnie to doświadczenie dało mi sporo do myślenia, by rozgraniczyć dwa pojęcia : zapychanie porów i samoistne oczyszczanie się skóry. 



KIEDY NAJCZĘŚCIEJ ZAPYCHAJĄ SIĘ PORY ?

- przyczyny mentalnościowe
Z osobistych doświadczeń mogę powiedzieć, że w momencie, gdy chcemy jak najlepiej i najchętniej używałybyśmy 5 słoiczków na dzień i 5 na noc. A niech ma, ta nasza biedna skóra. Ku zadowoloniu portfela, w wielu wypadkach sprawdza się dewiza: im mniej , tym lepiej. W niektórych wypadkach skóra woli sobie poodychać i krem na noc staje się zbędny. Inne zaś będą lubiły wyłącznie krem na noc a w ciągu dnia tylko podkład. Wszystko zależy od Ciebie i od tego, jak dobrze znasz swoją skórę. Mój najprostszy test, który wykonuję w każdej porze roku to odstawienie wszystkiego i czekanie co się będzie działo. Zaczynam po kolei wdrażać określone produkty i odstawiać te, które już używałam i tak do momentu aż widzę, co jest mi naprawdę niezbędne. To taka opcja postawowa. Przejdźmy jednak do zapychania, spowodowanego konkretnymi kosmetykami, dlaczego kiedy i jak.

- nadbudowanie warstwy
Kojarzycie taki efekt, gdy na włosy nakładacie ulububioną odżywkę i są piękne, miękkie i błyszczące, ale jeśli powtórzycie to znowu, przy kolejnym myciu może okazać się, że są obciążone i jakby poklejone ? Dokładnie to samo robi się na skórze. Jeżeli utworzymy na niej pewien film i będziemy go regularnie nadbudowywać, w końcu zapchamy pory, zaczną wyskakiwać zaskórniki lub zmiany ropne. Z tego też powodu nie powinno się nadużywać olejów, nawet tych naturalnych. 2 razy w tygodniu w zupełności wystarczy, chociaż u mnie sprawdza się jednorazowa przygoda. Taką przygodę miałam właśnie z olejem z pestek malin. Tak smarowałam, tak smarowałam, że w końcu nabawiłam się mnóstwo wyprysków w dośc nietypowych dla mnie miejscach na twarzy. Nie robiłam w tym czasie OCM, więc też trudno być pewnym, czy każdorazowo bardzo dokładnie go zmyłam.

- nieprawidłowy dobór substancji do własnej cery
Przez długi czas traktowałam swoją skórę jako suchą z racji stosowania retinoidów. Ten etap minął wiosną a ja jeszcze kilka następnych miesięcy żyłam w takiej pielęgnacji. Teraz wiem, że to było zdecydowanie błędne podejście. Skóra przetłuszczająca się nigdy nie będzie sucha, lecz odwodniona bądź przesuszona. To naprawdę robi różnicę.  Gliceryna, mocznik, masło shea czy olej makadamia z całą pewnością przysłuży się cerze suchej, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że zaszkodzi tłustej i mieszanej. Właściwie wypisałam Wam listę substancji, które unikam. Jeżeli tylko widzę masło shea, to uciekam.  Żeby zapanowała równowaga, powiem Wam jakie lubię. Są to m.in : rumianek, aloes czy zielona herbata.





NATURALNE OCZYSZCZANIE SIĘ SKÓRY
W moim wypadku zachodzi ono zawsze, każdorazowo przed okresem w sposób widoczny i agresywny. U swoich znajomych zaobserwowałam drobne wypryski w okolicy żuchwy i czoła, natomiast u mnie, jest to istne apogeum hormonów. Skóra błyszczy się, jest szara i wyskakuje mnóstwo zmian ropnych. Cóż, widocznie to dla niej najlepszy moment do samoczyszczenia. W takich chwili staram się nie wdrażać nowych kosmetyków, ze spokojem, bez paniki i zbędnych nerwów pomagać jej przetrwać ten moment. Tuż po ciężkich dniach dochodzi do siebie w widoczny sposób i wtedy zaczynamy zabawę z testowaniem.

Moja skóra oczyszcza się sama po kwasach. W dniu wykonania peelingu skóra jest napięta, nic nie wychodzi, wszystko idealnie się trzyma. W ciągu następnych 3 dni wszystko samo się „ wyciska” i wychodzi bezpowrotnie. Niestety ten proces nie jest jednorazowy i właściwie po każdym peelingu kwasowym wychodzi coś nowego. Przyznaje nie było to miłe, widzieć swoją twarz w takim stanie każdego dnia, ale opłaciło się. Od razu widzę, gdzie umiejscowione są bakterie. Zaskórniki zaczęły pojawiać się i wychodzić w miejsach, w których w ogóle nie podejrzewałam je o obecność.  Nosek mam już praktycznie czyściutki, skrzydełka tak samo. Czoło, na którym nigdy nie miałam pryszczy również wysypało sporo czarnych kropek, które jak pozostałe, ulatniają się. Największy mój problem, czyli broda to było nie lada przeżycie... wszystko wyskakiwało mi na raz...i nadal wyskakuje po 2 pryszcze na tydzień..Opisuję Wam to tak prosto, jak to widzę. Jeżeli ktokolwiek powiedział Wam kiedyś, że przygoda z kwasami jest łatwa i największym problemem jest łuszcząca się skóra to Was okłamał. Nachodzenie na siebie i usuwanie się poszczególnych warstw naskóra przy jednoczesnym wywalaniu wszystkiego co ma się pod skórą jest najgorsze. Na szczęście cierpliwość popłaca i po 3 peelingach mogę powiedzieć, że kurczę uzyskałam lepsze efekty w miesiąc, niż przez kilka miesięcy katorgi z retinoidami. A to dopiero tylko kwas migdałowy ! 


Połączyłam milion tematów, ale wszystko ma jedno ujście – zapchane lub oczyszczone pory skórne. Zanim wydacie jakąkolwiek opinię, że krem Was zapycha, dokładnie przeaanalizujcie skład, co może być tego powodem, czy nadaje się do Waszej cery i czy przypadkiem na czas jego testowania nie wypadły trudne dni. Podzielcie się też przygodami z kwasami, chętnie posłucham.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że jesteś. Chętnie zajrzę i do Ciebie ;-)