niedziela, 14 września 2014

Byłam u dermatologa. Zaskakująca wizyta i trudna decyzja...

Wybaczcie mi ostatnią monotematyczność. To już ostatni post na najbliższe 100 lat { odnośnie do trądziku }. Myślę jednak, że będzie on nieco przełomowy. Chciałabym też prosić osoby, które mają jakiekolwiek doświadczenie z poniższym tematem o pisanie o własnej histori. Minionego czwartku wybrałam się na długo wyczekiwaną wizytę do dermatologa. Od tej pory mam nieco mętlik w głowie i w zasadzie nie wiem, co zrobić. 


Jeżeli ktokolwiek z Was, był chociaż raz u dermatologa, wie jak to wygląda. Przychodzisz, siadasz, powiesz co Ci dolega a w zamian otrzymujesz niezręczną ciszę i kawałek papieru. Pewnie od niechcenia powie Ci jak używać i oczywiście, nie wyjaśni co to za substancje,  co Ci dolega i jak należy dbać o skórę. Tak było do zeszłego czwartku.

W swoim życiu przeskoczyłam 3 dermatologów. Jeden z nich mnie ochrzanił, że przecież każdy przechodzi trądzik, inni mają gorzej, więc jakim prawem ja w ogóle mam zamiar to leczyć. Skończyło się na jednej wizycie. Drugi nie mówił absolutnie nic tylko słuchał, ale przepisywał mi WSZYSTKO co chciałam. Wniosek ? Sama sobie wystawiłam diagnozę, sama się leczyłam. Teraz wiem, że byłam bez pojęcia. I ona też. Ostatnia co prawda starała się i trafiła na lek, który nawet mi pomógł. Była to izotretinoina z antybiotykiem w żelu. Niestety po przerwie letniej wszystko wróciło. 


NOWY DERMATOLOG – EUREKA !

Mój A. umówił mnie na wizytę u dermatologa na jakimś strasznym zadupiu. Jednym słowem psy dupami szczekają. Nie wiedział, jak nazywa się owa lekarka, ale podobno była ordynatorem Dermatologii w szpitalu powiatowym. Pomyślałam : a co mi tam, jeśli nie wypali, to i tak nic nie tracę. W międzyczasie znalazłam dwóch prywatnie przyjmujących lekarzy, którzy cieszą się niezwykle dobrą opinią.

Przyjechałam na tę wioskę i od razu ucieszyłam się, że nie trzeba długo czekać w kolejce. Lekarka spóźniła się pół godziny, ale na szczęscie byłam druga. Za mną  za jakiś czas ustawił się sznurek starszych pań. I się zaczęło...Kiedy wyszłam po 15 minutach zostałam obdarzona takimi spojrzeniami, jakbym conajmniej uprawiała tam najstarszy zawód świata bądź zjadła im tego lekarza. Dobrze, że Bozia dała mi wtedy cierpliwość. 


JAK BYŁO ?

Okazało się, że tą tajemniczą lekarką jest dokładnie ta Pani, do której chciałam pójść za kasę. Ucieszyłam się niezmiernie.  Zapytała mnie oczywiście w czym problem, potem podeszła, wszystko dokładnie obejrzała. Dla ułatwienia dałam jej ksero historii choroby oraz wymaz ze zmian ropnych. Gadało mi się świetnie, conajmniej jak z ceromaniaczką ! Wyjaśniła mi w detalach wszystko, co zawierał wynik badania, conieco wyciągnęła z historii choroby oraz zaproponowała kurację. Trochę mnie z butów wyrwało, jak bez ogrudek powiedziała : „ Przeszła Pani 3 kuracje antybiotykowe. W takiej sytacji ja widzę jedno wyjście – doustną izotretinoinę „ To zaskakujące, że lekarz  na kasę chorych zaproponował takie rozwiązanie. Jeszcze żaden dermatolog nie chciał mi tego podać, biorąc dodatkowo pod uwagę, że moja twarz wyglądała o niebo gorzej.  Wytłumaczyła mi całą procedurę, zaznaczyła, że musiałabym wybrać całą dawkę 120 mg, podpisać kartkę, że nie zajdę w ciążę, blabla. Powiedziała mi, żebym się zastanowiła, bo i tak mam na to jeszcze minimum miesiąc. W międzyczasie zaleciła smarować twarz na noc dość znanym żelem o nazwie Duac. Odziwo, tego jeszcze nie próbowałam.  Owszem, przepisywano mi ten środek, ale nigdy go nie wykupiłam. Kto mądry przepisuje jednocześnie Duac i Izotrexin ? 


„PRZEPRASZAMY, NIE MA GO W HURTOWNIACH

Taką odpowiedź otrzymałam w min. 5 aptekach. Nie ogarniam, co się stało z żelem Duac. Czyżby zmieniali skład ? Wykryli coś szkodliwego ? Cholera wie. Jedno jest pewne – zostałam bez leku. Na szczęście poruszyłam niebo i ziemię i jutro będę go miała. Farmaceuta podzwonił gdzieś i w jakiejś jednej hurtowni pojawił się z powrotem po 4 miesiącach nieobecności. 

DOUSTNA IZOTRETINOINA – CO ROBIĆ ?

I właśnie tutaj chciałabym pogadać z Wami. Z  blogerek, które znam wiem, że Eliza, Dominika oraz Żaneta przyjmowały ten lek. Ciekawi mnie jakie były u Was skutki uboczne prócz wysuszonych warg.
Powiem Wam, że jeszcze nie wiem jaką decyzję podejmę. Po 3 latach męki, wstydu i nerów mam dość. Nie chce mi się już w to bawić. Może naprawdę jestem tak oporna i tylko to pozwoli mi zażegnać odwieczny problem. Mimo wszystko boję się odpowiedzialności. 

Przeczytałaś ? Dziękuję ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że jesteś. Chętnie zajrzę i do Ciebie ;-)