poniedziałek, 20 lutego 2017

Peeling 12% kwasem glikolowym w domu - czy krem z drogerii złuszczy skórę?

Cześć!

Znowu nie było mnie tutaj kupę czasu. Niestety nie mogłam. Mam Wam tyle do pokazania, że nawet nie wiem od czego zacząć. Niemniej jednak postanowiłam poruszyć temat, który ze względu na porę roku jest jak najbardziej na czasie, czyli peeling kwasem glikolowym.

Jakieś 2 miesiące temu wreszcie odżałowałam i kupiłam 12% peeling glikolowy marki Colline Pharma w Rossmannie. Ten produkt potraktowałam jako przygotowanie do poważniejszych stężeń które od lat wykonuje sama. Swoją drogą zaniedbałam sobie trochę regularne peelingi, czego efekty widać po dziś dzień. Gdybym wtedy konsekwentnie zrobiła całą serię, dziś mogłabym się pochwalić o niebo lepsza cera. Zatem od początku, opowiem Wam jak z 12% peelingu przeszłam na 40%, na co trzeba uważać i czy w ogóle warto wydać 42 zł na gotowy produkt, jeśli z jakichś przyczyn nie chcecie ukręcić kwasu samodzielnie.  

piątek, 6 stycznia 2017

O dwóch takich, co zmywali buzię. Naturalnie = skutecznie? | Vianek razy dwa.

Moda na kosmetyki naturalne trwa nadal. Całe szczęście, bo dzięki temu wiele z nich mogę kupić stacjonarnie bez potrzeby zamawiania przez Internet. Jakiś czas temu w modzie kosmetycznej królowały dwa produkty: rumiankowy i tymiankowy żel do mycia twarzy Sylveco. Pomimo oczywistej doskonałości składu, wiele osób narzekało, że produkt nie pieni się, wysusza i nie do końca domywa resztki makijażu. Firma idąc z duchem czasu rozszerzyła swoją ofertę, dodając inne marki. Mnie szczególnie wpadła w oko marka Vianek. Systematycznie, co jakiś czas kupuję jeden produkt z tej serii i jak dotąd nie zdarzyło się, bym była niezadowolona. Niemniej jednak kwestia oczyszczania twarzy to wymagająca sprawa i tutaj liczę, że produkt będzie idealny. Nie może przede wszystkim przesuszać, powinien dobrze zmywać zanieczyszczenia i nie pachnieć jak płyn do toalet. Czy to tak wiele? Zobaczymy.

niedziela, 11 grudnia 2016

Najlepsze rude farby do włosów. Spis rudych drogeryjnych farb, które używałam.

Hej dziewczyny !

wiele osób pyta mnie, czym farbuję włosy. Zauważyłam, że to pytanie pada najczęściej po zastosowaniu dokładnie tych samych farb. Gdy tylko przyeksperymentuję,  odsetek pytających osób jest nieco niższy. Oczywiście to błahostka, ale pozwala obiektywnie spojrzeć na to, co tak właściwie zrobiłyśmy sobie na głowie. Kto chociaż raz w życiu zafarbował włosy na rudo to wie, że to ciężki kawałek chleba. Najpierw kolor jest taki sobie, potem przepiękny a potem beznadziejny. Klasyka gatunku. Po tylu latach farbowania wypracowałam kilka sposobów na to, aby kolor był bardziej przewidywalny i w dużej mierze odpowiadał moim oczekiwaniom. To bardzo trudny kolor i moim zdaniem większości osób nie pasuje. No nie pasuje za Chiny Ludowe i czasami można otrzeć się wręcz o śmieszność bądź wulgarność. Poniżej znajdzie listę farb drogeryjnych, które osobiście używałam. Jedne były lepsze, inne gorsze, jeszcze inne używałam z braku laku bądź w nadzieji, że tym razem wyjdzie coś lepszego. Na szczęście mam też swoje perełki, które bez obaw mogę wrzucić do koszyka.

czwartek, 8 grudnia 2016

Odgruzowuje pięty, czyli jak w 7 dni bardzo skutecznie pozbyć się zgrubiałego naskórka za mniej niż 4 zł.


Zima to dobry moment, aby zrobić ze sobą porządek. Okej, nie oszukujmy się, ile z Was regularnie dba o  swoje stopy? Robi regularne kąpiele, peelingi, codziennie nakłada solidną porcję kremu? Pewnie nie wszystkie z Was robią choćby połowę z tego, żeby nie użyć słowa większość. Odgruzowanie to termin, który strasznie mi się spodobał, zwłaszcza, że idealnie przedstawia stan rzeczy jaki zastałam po lecie. Ciągłe chodzenie na płaskim obuwiu w plastikowych skarpetkach ( czyt. z lycry) dało mi nieźle popalić. O ile sama stopka nie wyglądała tragicznie, tak pięt mógłby mi pozazdrościć sam Cejrowski, bo w nich naprawdę dałabym radę chodzić boso przez świat. Na moje szczęście jest zimna, zimno i nikt nawet ukradkiem nie ma szans, by zobaczyć mój "dorobek". Do czego zmierzam? Kilka razy zdarzyło mi się zakupić skarpetki złuszczające. Super sprawa, tylko szkoda, że trzeba w nich przesiadywać 1,5 h a następnie czekać 4 dni, by skóra zaczęła się złuszczać i kolejne 4, aby to wszystko odleciało. Na ostatku okazuje się, że tam, gdzie naskórek wcale nie był taki gruby, skóra schodzi płatami, a tam gdzie nam najbardziej zależało nie widać wielkiej różnicy. Nie wiem jakie są Wasze doświadczenia z tym produktem, ale u mnie sprawdziły się tylko te z SuperPharm, cała reszta niewiele zmieniła. Drugi argument przemawiający za tym, że skarpetki złuszczające nie są dla mnie to cena. Te za 10 zł nic nie dają, te bardziej skuteczne kosztują ok. 20 zł. Szczerze? Szkoda mi kasy na taki produkt, zdecydowanie bardziej wolę zainwestować w dobry filtr do twarzy, czy kosmetyki kolorowe. Jednak potrzeba matką wynalazku i tak oto w czeluściach Internetu natrafiłam na genialny pomysł: maść za 3 zł ,która w 100% usunie nawet najgrubszy naskórek. Jak to działa? 


poniedziałek, 5 grudnia 2016

Kolejny hit od Bielendy dla cery tłustej, mieszanej i trądzikowej

Być może się mylę, ale moim zdaniem wieczorna pielęgnacja jest o wiele ważniejsza niż ta, którą stosujemy na dzień. W końcu to podczas naszego wypoczynku całe ciało ulega procesowi regeneracji a skóra dochodzi do siebie po ciężkim dniu. Jak zatem sprawić, aby każdego ranka cieszyć się zdrową i wypoczętą skórą? Najłatwiej powiedzieć: po prostu się wysypiać. No niestety, czasami to już nie wystarcza i wtedy trzeba sięgnąć po grubszy kaliber, czyli zrównoważoną i przemyślaną pielęgnację. Ostatnio za główny cel powzięłam przywrócenie równowagi mojej skórze. Zależy mi przede wszystkim na nawilżeniu i ograniczeniu przetłuszczania, głównie w strefie T. Jakiś czas temu u jednej z Was przeczytałam, że moja ukochana Bielenda wypuściła nowy produkt skierowany dla osób borykających się z problemem nadmiernego przetłuszczania skóry. Dziś chciałabym podzielić się z Wami spostrzeżeniami co do jego skuteczności.


OD PRODUCENTA
Preparat w formie lekkiego olejku przeznaczony dla cery ze skłonnością do niedoskonałości, przebarwień, nadmiernego wydzielania sebum oraz cery mieszanej i tłustej. Zmniejsza widoczność porów, reguluje wydzielanie sebum, wyrównuje poziom kwasów Omega 3-6,  poprawia ogólny wygląd skóry w każdym wieku.

SKŁAD
Argania Spinosa Kernel Oil, Oryza Sativa Bran Oil, Ribes Nigrum (Black Currant) Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Tocopheryl Acetate, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Parfum (Fragrance), Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Oil, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.


Do zakupu zachęcił mnie zdecydowanie skład produktu. Olej arganowy to półprodukt, który służy mi od lat. Nigdy się na nim nie zawiodłam i zdecydowanie sprawdzał się na mojej twarzy. Jednak jest dość drogi i kupno go samodzielnie wymaga inwestycji między 20-30 zł. Wiem, że można kupić taniej, ale na własnej skórze przekonałam się, że to nie to samo. Wracając do nowego produktu Bielendy Argan Face Oil, warto zwrócić uwagę, że nadmieniony olej jest na pierwszym miejscu w składzie. Rzadko kiedy możemy doświadczyć takiej sytuacji w drogeryjnym produkcie. Na kolejnych miejscach znajdziemy inne znamienite oleje tj. olej z otrąb ryżowych, olej z czarnej porzeczki, olej z avokado, olej palmowy, witaminę A i E.  Za perfumami znajdziemy także olejek pomarańczowy i grejfrutowy.  Skład na prawdę solidny i pozbawiony wielu niepotrzebnych wypełniaczy. Jakby jeszcze dało się zlikwidować to limonene, linalool czy hexyl cinnnamal to byłabym przeszczęśliwa. Jednak  i tak nie ma co narzekać. Nie wiem natomiast, czy jest błąd w składzie czy na opakowaniu albo ja po prostu się nie znam, ale czy ktoś widzi tu w składzie olej makadamia? Na opakowaniu widnieje taka informacja, a ja w przeanalizowanym składzie go nie widzę.


Jak zatem sprawdził się tak dobrze zapowiadający się produkt? Oczywiście, że fantastycznie. Pierwszą rzeczą jaką zauważyłam było ograniczenie przetłuszczania się skóry w ciągu dnia. Jestem pewna, że to zasługa tego olejku, ponieważ nic innego nie zmieniłam ani w pielęgnacji ani w wykonywanym na co dzień makijażu.  Drugi plus to wspaniałe nawilżenie i przygotowanie skóry na kolejny dzień. Rankiem nie odczuwam żadnego ściągnięcia ani wręcz przeciwnie, nie ścieka ze mnie sebum. Wszystko ładnie się wchłania, a skóra jest gotowa do kolejnych zabiegów. Zauważyłam, że ten produkt jest nieco podobny do serum z kwasem migdałowym od Bielendy, o którym pisałam Wam tutaj. Podobnie jak on najpierw oczyszcza skórę a następnie trzyma ją w ryzach, tym samym zapobiegając rozwojowi niedoskonałości. Czy jestem zadowolona? Zdecydowanie!  Od pierwszego użycia wiedziałam, że jest to produkt idealny do mojej skóry zwłaszcza w sezonie jesień - zima.  Za uszlachetniony olej arganowy Bielenda zapłaciłam 22 zł. Myślę, że wielu drogeriach możecie natrafić na promocje i nabyć go jeszcze taniej. Ogłaszam wszem i wobec, że to mój hit na przełomie listopad - grudzień.

Ktoś stosował ? 

środa, 30 listopada 2016

Moje wieloetapowe podejście do demakijażu twarzy i oczu { najlepsze produkty}

Każda z Was ma pewnie swoją ulubioną metodę demakijażu. Jedni używają płynów, inny olejków naturalnych a jeszcze inni żelów do mycia twarzy. Ja natomiast używam.. wszystkiego. Oczywiście jak pewnie większość z Was mam niewiele czasu i chęci, aby każdego wieczora poświęcać godzinę na procesy pielęgnacyjne. Jeśli jednak dobrze przemyślimy "strategię oczyszczania" wszystko pójdzie jak z płatka, a nasza skóra szybko nam za to podziękuje. Pamiętam jak w zeszłym roku robiłam codziennie OCM  przy użyciu prawdziwego, podkreślam prawdziwego oleju arganowego. Skóra była przepiękna jak nigdy dotąd, ale niestety ten zabieg jest dla mnie najbardziej pracochłonny. Pomyślałam, jak zatem połączyć  OCM z tradycyjnym demakijażem? No i wyszedł mi taki plan: demakijaż w 4 krokach.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Krem z Clinique za 30 zł ? Prawdopodobnie najlepszy krem dla cery tłustej i mieszanej.

Przez wiele lat szukałam kremu, który z powodzeniem sprawdzi się pod makijażem mineralnym. Wypróbowałam mnóstwo drogeryjnych, a także kilka naturalnych kremów, ,które niestety dawały ten sam efekt: ważenie, rolowanie i zapychanie. O okrutnym błysku już nie wspomnę. Wściekła odstawiałam krem do kąta, by za jakiś czas wyrzuć go do kosza lub znowu obdarować znajomych. Wówczas pomyślałam, że po prostu nie ma dla mnie idealnego kremu i muszę pogodzić się z tym, że podkład powinnam nakładać " na sucho". Rzeczywiście nie było źle, aż do chwili, gdy zaczęłam borykać się z abstrakcyjną sytuacją: z jednej strony moja buzia tłuściła się jak diabli, z drugiej była przesuszona na wiór. Wtedy pomyślałam, że może warto zacząć stosować filtr do twarzy 50 SPF. Zawsze to jakaś ochrona i dodatkowa przyczepność dla sypkich produktów. Niemniej jednak po 3 miesiącach znowu  coś poszło nie tak i skóra zaczęła wołać "pić!".  Przez przypadek natrafiłam na próbki nowego kremu nieznanej mi wcześniej ( oczywiście w praktyce) marki Clinque. Spróbowałam i stał się cud. Od tej chwili mam własny słoiczek i właśnie dzisiaj postanowiłam powiedzieć Wam, co takiego sprawia, że jest to zdecydowanie najlepszy krem jaki dotąd stosowałam.